Kaszubska marszruta (rowerem z Krakowa nad morze cz.3)

blog podróżniczy okiem miszy
Udało się! Po 7 dniach pedałowania dotarłem z Krakowa nad Morze Bałtyckie.

Wpis jest kontynuacją cyklu „Rowerem z Krakowa nad morze”. Przeczytacie tu trzecią, ostatnią część relacji z rowerowej podróży od Gniezna, przez Kaszuby aż do Gdańska. Zatytułowałem ją „Kaszubska Marszruta”. Przed rozpoczęciem lektury, gorąco zachęcam do zapoznania się z częścią pierwszą opublikowaną TUTAJ: CZEŚĆ PIERWSZA, oraz częścią drugą dostępną TUTAJ: CZEŚĆ DRUGA.

Rowerem z Krakowa nad morze

Podejmując wyzwanie przejechania rowerem z Krakowa do Gdańska postanowiłem wytyczyć własny szlak. Tam, gdzie to możliwe, korzystałem z istniejących ścieżek rowerowych. W przypadku braku ścieżek rowerowych, trasę prowadziłem drogami powiatowymi, rzadziej wojewódzkimi, unikając dużego natężenia ruchu samochodowego. W końcu szlak poprowadziłem odrobinę „na około”, by zahaczyć o najatrakcyjniejsze rejony Polski mijane na trasie.

Opowieść podzieliłem na trzy części.

  • Część pierwsza, kończąca się w pod Wieluniem, prowadzi przez Jurę Krakowsko-Częstochowską i Załęczański Park Krajobrazowy. Podczas wycieczki zwiedzamy miejsca i zabytki o dużej wartości historycznej i kulturowej osadzone w krajobrazie jurajskim, zdominowanym przez wapienie, mocno pagórkowatym.
  • Część druga to przejazd Szlakiem Piastowskim, śladami najstarszych polskich miast i miasteczek. W części drugiej postaram się także udowodnić, że polska prowincja jest zagadkowa, niejednoznaczna i arcyciekawa.
  • Część trzecia (Kaszubska Marszruta) to już wjazd na Kaszuby, Krajnę i Bory Tucholskie, by wycieczkę zakończyć na Pomorzu. Tu nacisk kładę przede wszystkim na piękno przyrody. Zapraszam do wspólnej wycieczki!
Kaszubska Marszruta
Kaszubska Marszruta. Fragment trasy prowadzący brzozowym zagajnikiem.

Dzień 5: Krajna (107 km)

Czwarty dzień podróży zakończył się późnym przyjazdem do Gniezna. Będąc w pierwszej stolicy Polski trudno odmówić sobie choćby krótkiego spaceru śladami Piastów. Krajna musi jeszcze poczekać!

Gniezno

Gniezno tego majowego poranka będzie miało dwóch bohaterów. Pierwszym jest król Bolesław I Chrobry, spoglądający z wysokości czterometrowego cokołu na przechodniów. Pomnik króla stoi niemal u drzwi bazyliki prymasowskiej, na Wzgórzu Lecha. W bazylice kończy się msza, wokół łopoczą biało-czerwone flagi – w końcu to weekend majowy. Dźwięk dzwonów ogłasza koniec nabożeństwa. Ludzie wysypują się z bazyliki i w podniosłym nastroju dumnie przechadzają się po dziedzińcu. Kulturalne rozmowy, uśmiechy, łagodne gesty, spokojne spojrzenia. Polskość dumna, radosna i odświętna.

Chcąc poznać drugiego bohatera, musimy wyprzedzić wychodzących z kościoła wiernych i przejechać ulicą Tumską do gnieźnieńskiego rynku. Rynek o poranku jest jeszcze ospały, osowiały, jakby nie mogąc dobudzić się po nocnej zabawie. Kilka gołębi przysiadło na brzegu fontanny, nieliczni przechodnie chyba speszeni pustką szybko uciekają w boczne uliczki. Także tu fasady kamienic zdobią biało-czerwone flagi.

Rynek Gniezno
Rynek w Gnieźnie, wymarły o poranku.

Dopiero po dłuższej chwili oko obserwatora wyłowi jeszcze jednego bohatera tej porannej sceny. Oto po drugiej stronie fontanny, schowany za stadem gołębi człowiek rozłożył swój dobytek na ziemi i obnażony do pasa, niepomny na biało-czerwone flagi, majowe święto i groźny wzrok Bolesława Chrobrego dokonuje gruntownego obmycia. Człowiek ten wydaje się być niewidoczny dla uśmiechniętych wiernych, pewnie zbyt zajętych rozmową by zauważyć jego biedę.

Rzeczywistość Polski dumnej, odświętnej i ta Polski bezdomnej, biednej i upokorzonej, najwidoczniej się nie przenikają.

Na północ

Wyjazd z Gniezna na północ może być dla rowerzysty nieco problematyczny. Najbardziej oczywista droga, prowadząca przez atrakcyjne turystycznie Gniezno i Żnin to trasa ekspresowa S5, niedostępna dla rowerów. Turysta podążający na północ wybierze raczej ulicę Powstańców Wielkopolskich, która przez Zdziechową, Ośno i Gącz prowadzi do Janowca Wielkopolskiego.

Kolejne kilometry drogi ciągną się leniwie na północ. Po obu stronach szosy widać płaskie, rozległe pola uprawne. Brak zabudowań, znikomy ruch drogowy i odkryta przestrzeń sprzyjają ptakom drapieżnym, które z głośnym krzykiem co chwilę przelatują nad głową cyklisty. Pustułka, jastrząb, myszołów, może bielik?… To, co w dużym mieście urasta do rangi symbolu i wydarzenia, tutaj stanowi naturalny element krajobrazu, nieodłączną część ekosystemu. Obserwując dostojne ptaki nad polami na obrzeżach Gniezna łatwiej wyobrazić sobie i zrozumieć, w jaki sposób biały orzeł stał się symbolem państwa polskiego.

Ośno

Im dalej od Gniezna, tym bardziej ruch samochodowy słabnie, by w okolicach Ośna zamrzeć zupełnie. Kolejne budynki są jakby uproszczoną wersją tego, co zobaczyć można w mieście. Hipermarkety zmieniają się w supermarkety, potem w pawilony, sklepy, kioski, budki, kramy… Za budynek straży pożarnej wystarczyć musi częściowo murowana, częściowo zbita z drewnianych desek szopa. Kolorowe billboardy ustępują miejsca płóciennym szmatom. Świat zmienia skalę, staje się wyraźnie mniejszy, wolniejszy, łatwiejszy do objęcia wzrokiem. I chyba bardziej realny.

OSP Ośno
OSP Ośno.

W jakiej intencji jedziesz?

Wieś Wapno położona jest w połowie drogi między Nakłem a Gnieznem. To doskonałe miejsce na uzupełnienie zapasów i chwilę odpoczynku w lokalnym sklepie. Nietypowo ubrany, spocony rowerzysta szybko budzi zainteresowanie sprzedawczyni i reszty klientów. Skąd? Dokąd? Trasa wyprawy przyjęta zostaje z niedowierzaniem.

Jeszcze większą ciekawość budzi intencja, powód całego wyjazdu. Dla małej społeczności zgromadzonej w sklepie wysiłek włożony w pokonanie 800 kilometrów rowerem po prostu musi mieć swoją cenę. Jedziesz w intencji czyjegoś uzdrowienia? Walczysz z nałogiem? Prosisz o nawrócenie? 800 kilometrów rowerem to najwyraźniej godziwa zapłata za najtrudniejsze zadania.

Sklep opuszczam z mieszanymi uczuciami. Czy mój wysiłek nie idzie przypadkiem na marne? Czy jadąc tak po prostu i bez intencji nie trwonię bezproduktywnie czasu i sił? Czy chęć sprawdzenia się, zrealizowania marzenia nie jest aby wytłumaczeniem paskudnie egoistycznym?

rowerem z krakowa do Gdańska
Podróż przez Polskę wcale nie jest nieodmiennie słoneczna, obfitująca w ciekawostki i architektoniczne perełki. Większość wyjazdu to walka z samym sobą, z bólem, zimnem, głodem i wiatrem. Czy ten wysiłek nie powinien czemuś służyć?

Kcynia

Zanim opuścimy Wielkopolskę, czas wspiąć się na jedno z najwyższych w tym rejonie Polski wzniesień. Wzgórze morenowe o wysokości 136 m n.p.m. widoczne jest już z oddali. Mięśnie rowerzysty odwykłe od pokonywania wzniesień zostają przyjemnie pobudzone do wysiłku. Podjazd po górę jest zaskakująco stromy, choć krótki. Jeszcze kilka mocniejszych naciśnięć na pedały i wjeżdżamy na zatłoczony, gwarny i radosny rynek miejski.

Położone na wzgórzu miasto Kcynia zapadnie rowerzyście w pamięć nie tylko ze względu na stromy podjazd do centrum oraz tajemniczą, do dziś niewyjaśnioną nazwę. Co roku 3 maja w Kcyni odbywa się odpust. Tłumy, jakich miasto nie widzi cały rok, gromadzą się na kcyńskim rynku. Płyty CD, bluzki, spodnie, majtki, biustonosze, firanki, plastikowe pistolety powiewają na wietrze u wrót kościoła pw. Najświętszej Maryi Panny. Śpiew kościelnego chóru podawany przez megafony miesza się na dziedzińcu ze skocznymi rytmami disco-polo dobiegającymi z głośników handlarzy. Wieczne zbawienie czy wieczna zabawa? 3 maja w Kcyni wszystko jest możliwe.

Kcynia
Sacrum profanum w Kcyni.

Droga wojewódzka 241

Droga wojewódzka 241 zaprowadzi nas z Kcyni aż do samego Więcborka. Rzadko droga wojewódzka jest bohaterką osobnego rozdziału opowieści. W tym przypadku nie ma innego wyjścia. Za Kcynią krajobraz robi się dość monotonny – ot, uroki podróżowania przez nizinną część kraju. Bardziej niż na mijane miejscowości, rowerzysta skupia się więc na samej drodze. Niestety, ruch samochodowy na drodze 241 jest spory, kierowcy pędzą wykorzystując długie proste odcinki. Auta rzadko zwalniają koło rowerzysty, nie ma też pobocza, na które można by bezpiecznie uciec przed samochodami.

Wyzwaniem staje się zatem utrzymanie stałego tempa i toru jazdy możliwie bliskiego linii bocznej drogi. Wielka szkoda, że włodarze powiatu nakielskiego nie pomyśleli o rozbudowie infrastruktury rowerowej. Wydawać się może, że równy, płaski i słabo zaludniony obszar stanowi idealne miejsce pod inwestycje w ścieżki rowerowe.

blog podróżniczy rowerem
Rowerzysta też turysta!

Ciężko zrozumieć, dlaczego rowerzyści w wielu rejonach polski traktowani są jak intruzi, a nie jak turyści. Uważam, że poprawa infrastruktury (w tym rowerowej) napędza ruch turystyczny, przyczyniając się do rozwoju regionu. Bez inwestycji, sytuacja raczej nie ulegnie poprawie, turystów nie przybędzie – błędne koło się zamyka. Więcej na ten temat pisałem w osobnym wpisie: wpływ szlaków turystycznych na rozwój regionu.

Za Nakłem, które z punktu widzenia turysty rowerowego jest przeciętnie interesujące, sytuacja poprawia się tylko nieznacznie. Najlepszym dowodem braku świadomości lokalnych władz w temacie rozwoju infrastruktury rowerowej jest „ścieżka rowerowa” w gminie Mrocza:

Mrocza ścieżka rowerowa
Imponującej długości ścieżka rowerowa w gminie Mrocza.

Na następnej stronie w końcu wjedziemy do Krajny, potem odkryjemy jeden z najpiękniejszych widokowo szlaków rowerowych w kraju. Zapraszam! 🙂

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Kaszubska marszruta (rowerem z Krakowa nad morze cz.3)"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Edyta Tkacz
Gość

Bardzo fajne ciekawostki wynajdujesz, super się czyta. Na przykład myślałam, że już dużo wiem o mniejszościach narodowych w Polsce, a tu proszę, nie miałam pojęcia o tych niemieckich osadnikach.
Polska w Twojej opowieści jawi się fascynująca niczym jakieś wyspy na Pacyfiku albo biegun północny. A tu swojskie niby klimaty a takie nieznane. 😃

wpDiscuz