Rowerem z Krakowa nad morze, cz.1

Ścieżka rowerowa z Krakowa nad morze
Ścieżka rowerowo-piesza Bobilce - Żarki.

Ilość ścieżek rowerowych w Polsce jest wciąż niewielka w porównaniu z krajami Europy Zachodniej. Sieć EuroVelo jest sukcesywnie rozbudowywana, jednak wiele odcinków ciągle istnieje tylko w planach. Projekt Wiślanej Trasy Rowerowej, szlaku rowerowego prowadzącego wzdłuż Wisły od źródeł do ujścia, nie może wejść w fazę realizacji. Jak ma sobie poradzić rowerzysta chcący dojechać rowerem z Krakowa nad morze?

Rowerem z Krakowa nad morze

Podejmując wyzwanie przejechania rowerem z Krakowa do Gdańska postanowiłem wytyczyć własny szlak. Tam, gdzie to możliwe, korzystałem z istniejących ścieżek rowerowych. W przypadku braku ścieżek rowerowych, trasę prowadziłem drogami powiatowymi, rzadziej wojewódzkimi, unikając dużego natężenia ruchu samochodowego. W końcu szlak poprowadziłem odrobinę „na około”, by zahaczyć o najatrakcyjniejsze rejony Polski mijane na trasie.

Trasa rowerowa z Krakowa nad Morze Bałtyckie.
Mirów na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Jeden z przystanków na trasie z Krakowa nad morze.

Opowieść podzieliłem na trzy części.

  • Część pierwsza, kończąca się w pod Wieluniem, prowadzi przez Jurę Krakowsko-Częstochowską i Załęczański Park Krajobrazowy. Podczas wycieczki zwiedzamy miejsca i zabytki o dużej wartości historycznej i kulturowej osadzone w krajobrazie jurajskim, zdominowanym przez wapienie, mocno pagórkowatym.
  • Część druga to przejazd Szlakiem Piastowskim, śladami najstarszych polskich miast i miasteczek. W części drugiej postaram się także udowodnić, że polska prowincja jest zagadkowa, niejednoznaczna i arcyciekawa.
  • Część trzecia  to już wjazd na Kaszuby, Krajnę i Bory Tucholskie, by wycieczkę zakończyć na Pomorzu. Tu nacisk kładę przede wszystkim na piękno przyrody.

Zapraszam do wspólnej wycieczki!

Dzień 1: Jura Krakowsko – Częstochowska rowerem (101 km)

Najtrudniej jest chyba wyjechać z domu. Ilość potencjalnych problemów, z jakimi przyjdzie się mierzyć na trasie, może skutecznie ostudzić zapał do wyjazdu. A to wieje, a to pada, a to prognozy są niekorzystne, a to sprzęt niekompletny… Z doświadczenia powiem, że brak sprzętu czy pogoda bolą tylko w domu – na trasie to wszystko przestaje mieć znaczenie. Dobre sakwy (np. Crosso do kupienia TUTAJ), przeciwdeszczowa kurtka (polecam kurtkę Marmot Precip TUTAJ) oraz przeciwdeszczowe spodnie (np. TAKIE) zapewnią minimum komfortu. A potem koniec wymówek i w trasę!

Wyjazd z Krakowa (stromo!)

Wycieczkę rozpoczynamy na północnych rogatkach Krakowa. Wyjazd na północ z dawnej stolicy Polaków możliwy jest drogami krajowymi 94 w kierunku Olkusza lub 7 w kierunku Miechowa. Obie jako bardzo ruchliwe i niebezpieczne odrzuciłem na wstępie. Dużo ciekawsza wydaje się droga wojewódzka 794 przez Skałę, prowadząca podkrakowskimi wsiami w stronę Ojcowskiego Parku Narodowego.

Miłe złego początki! Wydawać by się mogło, ze droga z Krakowa nad morze prowadzić będzie niezmiennie w dół, w końcu zjeżdżamy w wyżyn na niziny Polski. Nic podobnego – Kraków położony jest w kotlinie, i z tej kotliny na początku trzeba się wydostać. Pełny energii cyklista łatwo może popełnić poważny błąd. Wkładając całą siłę w utrzymanie wysokiego tempa na podjazdach szybko traci energię tak potrzebną na kolejne dni wycieczki… Jedno jest pewne – miejscowość Przybysławice zapisze się na długo w pamięci kolarza i jego mięśni.

Dolina Prądnika

Po krótkim odpoczynku w Skale droga robi się przyjemniejsza. Nachylenie terenu zmniejsza się, wjeżdżamy do malowniczej Doliny Prądnika. Od tej pory jechać będziemy otoczeni z obu stron przez wapienne urwiska i niesamowite formacje skalne. Ruch uliczny cichnie, wokół unosi się aura spokoju i tajemnicy. Widok zamku w Pieskowej Skale na tle Maczugi Herkulesa wynagradza cały dotychczasowy wysiłek.

Dolina Prądnika rowerem
Maczuga Herkulesa. W tle zamek w Pieskowej Skale.

W Dolinie Prądnika po raz pierwszy trasa pokrywa się z czerwonym Szlakiem Orlich Gniazd. Prowadzący z Krakowa do Częstochowy szlak łączy zamki i ruiny zamków zbudowane jeszcze za czasów króla Kazimierza Wielkiego. Ze szlakiem zaprzyjaźnimy się na dłużej, na licznych odcinkach towarzyszyć nam będzie aż do Częstochowy. Warto mieć na uwadze, że istnieje także rowerowy szlak Orlich Gniazd (szczegóły tutaj). Niestety, dla turysty jadącego z sakwami jest mało przydatny, prowadząc często przez strome leśne ścieżki na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Szlak Orlich Gniazd

Przez Dolinę Prądnika jechać można całymi godzinami. Kręta droga i wspaniały pejzaż nie pozwalają się nudzić. W końcu jednak ta oaza spokoju na obrzeżach Krakowa kończy się, a my wyjeżdżamy z powrotem na pofałdowany, odsłonięty teren. Jedna z najdłuższych wsi w Polsce – Sułoszowa zdaje się faktycznie nie mieć końca. Łatwo przegapić odbicie w prawo w ulicę Leśną, która grzbietem niewielkiego wzniesienia doprowadza niemal pod sam zamek w Rabsztynie.

Sułoszowa Rabsztyn
Droga do Rabsztyna prowadzi po wierzchołkach okolicznych wzniesień.

Rabsztyn

Na parkingu u stóp zamku warto przestudiować zarówno informacje o historii Orlich Gniazd, jak i poglądową mapę okolicy. Szlak Orlich Gniazd jest jednym z najlepiej opisanych i dostępnych szlaków w Polsce, o czym przekonamy się jeszcze niejeden raz. Jeszcze rzut oka na majestatyczne ruiny, które mimo upływu czasu dają świadectwo dawnej potęgi. Rabsztyn jest zamkiem położonym nieco na uboczu, większość turystów omija go kosztem bardziej znanych budowli w Ogrodzieńcu czy Bobolicach. Przy odrobinie szczęścia zamek przez chwilę należeć będzie tylko do nas…

Zamek w Rabsztynie
Zamek w Rabsztynie.

Rodaki

Minąwszy Rabsztyn polecam zignorować wskazania czerwonego szlaku rowerowego i ominąć ruiny zamku w Bydlinie. Podróż do Bydlina oznaczałaby nadłożenie wielu kilometrów drogi, a same ruiny ustępują atrakcyjności obiektom w Ogrodzieńcu czy Bobolicach. Za Rabsztynem wjeżdżamy więc od razu na drogę wojewódzką 791, która doprowadzi nas prosto do Podzamcza. Nie rozpędzajmy się jednak zanadto! Po drodze czeka nas jeszcze jedna, ukryta w bocznej drodze perełka.

Oto w połowie drogi między Rabsztynem a Podzamczem, po lewej stronie miniemy niepozorny znak i drogę odbijającą w kierunku wsi Rodaki. Zdecydowanie warto zwolnić tempo jazdy i zaryzykować zwiedzanie wsi. Już po niecałym kilometrze oczom rowerzysty ukaże się zabytkowy, drewniany kościół pw. św. Marka. Jednonawowa drewniana budowla stoi za niepozornym murkiem, wejścia na teren kościoła strzeże niska brama. Od przejeżdżającej obok miejscowej kobiety dowiedziałem się, że odpust w kościele odbywa się w ostatnią niedzielę kwietnia. Może to najlepszy czas na odwiedziny w Rodakach?

Rodaki, kościół św. Marka
Rodaki, kościół św. Marka.

Przyglądam się budowli kontemplując surowy styl i całkowity brak zdobień na zewnątrz kościoła. Jak na budowlę z okresu późnego renesansu to dość zaskakujące. Tak jakby budowniczowie celowo nie chcieli wzbudzać zamieszania swym dziełem, jakby chcieli ją uchronić przed oczyma ciekawskich, zachować dla lokalnej wspólnoty. Z zamyślenia wyrywa mnie pisk opon – luksusowy samochód zaparkował na parkingu tuż obok mojego roweru.

Z samochodu wysypuje się wielopokoleniowa rodzina –  dziadek z babcią z rozrzewnieniem przyglądają się budowli, którą kojarzyć muszą jeszcze w młodości. Szepcąc coś sobie na ucho wspominają minione czasy. Rodzice ustawiają zdezorientowanych dziadków na tle kościoła, chcąc zrobić jak najlepsze pamiątkowe zdjęcie. Matka ogląda kościół przez wizjer aparatu, ojciec krytycznie przygląda się zabłoconemu samochodowi. Ich dzieci, wpatrzone w smartfony, starają się znaleźć najbliższą restaurację, głośno dając do zrozumienia, że są znudzone całym zamieszaniem. Najstarszy syn soczystym kopniakiem w oponę samochodu wyładowuje złość. Pora ruszać dalej.

Zamek Ogrodzieniec

Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu to najbardziej rozpoznawalne Orle Gniazdo. Ma to swoje oczywiste konsekwencje – natężenie kramów, sklepów z pamiątkami, restauracji i turystów na kilometr kwadratowy jest tu zdecydowanie najwyższe. Kramy i pamiątki można lubić lub nie, po długiej drodze na rowerowym siodełku restauracja skusi pewnie każdego. Podzamcze to także dobre miejsce na ewentualne uzupełnienie zapasów na dalszą drogę.

zamek ogrodzieniec rowerem
Zamek Ogrodzieniec z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Zamek Bobolice, Zamek Mirów

Ostatni odcinek pierwszego dnia podróży to prawdziwa wisienka na torcie. Za Podzamczem wjeżdżamy w ulicę Zuzanka, która pokrywa się ze szlakiem rowerowym. Aż do samego Mirowa i dalej w kierunku Bobolic droga jest dobrze utrzymana, malownicza, atrakcyjna. Po kilkunastu kilometrach naszym oczom ukaże się pierwszy zamek, a raczej jego ruiny w Mirowie.

Fantastycznie odcinająca się w promieniach zachodzącego słońca budowla jest obecnie niedostępna dla turystów – dzięki staraniom rodziny Laseckich, obecnych właścicieli zamku, obiekt przechodzi gruntowne prace zabezpieczające i częściową rekonstrukcję.

Ta sama rodzina jest właścicielem najbardziej kontrowersyjnego zamku na całej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej: Królewskiego Zamku w Bobolicach. Położony kilka kilometrów na wschód od Mirowa zamek określany jest mianem Disneylandu. Odbudowany mimo braku planów i źródeł, tylko na bazie fundamentów i pomocy archeologów, przypomina faktycznie baśniowy pałac. Piknik na rozległym zamkowym dziedzińcu stanowi idealne ukoronowanie całodziennego trudu.

Zamek Bobolice, polski Disneyland
Zamek Bobolice, polski Disneyland.

Noclegu polecam poszukać w jednym z gospodarstw agroturystycznych w Mirowie, by do późnego wieczora móc przechadzać się w okolicy zamku i czerpać satysfakcję z obcowania z historią. Jeśli wszystko w Mirowie będzie już zajęte, pozostaje zjechanie przepiękną leśną ścieżką rowerowo-pieszą w dół do sennych Żarek i tam zasłużony sen. Pierwszy dzień trasy rowerowej z Krakowa nad morze za nami.

rowerem Jura Krakowsko Częstochowska
Dzień pierwszy na mapie. Kraków – Skała – zamek Rabsztyn – zamek Ogrodzieniec – zamek Bobolice – Żarki.

Dzień drugi na kolejnej stronie, będzie równie ciekawie, zapraszam!

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Rowerem z Krakowa nad morze, cz.1"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Mateusz
Gość

Świetna sprawa! 🙂
Masz może zapisane te trasy? Bo wybieram się na podobną wyprawę i fajnie byłoby wrzucić sobie gotowca do nawigacji 🙂

Edyta Tkacz
Gość

O, jaki super pomysł na wyprawę. Ile dni zajmuje w sumie? Z noclegami pod namiotem czy zawsze gdzieś na kwaterze?

wpDiscuz