Załęczański Park Krajobrazowy – bursztynowy szlak rowerowy

Załęczański Park Krajobrazowy - źródło św. Floriana

Załęczański Park Krajobrazowy to miejsce, które odkryłem przypadkiem. Jadąc rowerem z Krakowa do Gdańska, zauroczył mnie ten cichy, niepozorny, a przy tym malowniczy i obfitujący w niespodzianki zakątek Polski. Położony na północ od Częstochowy park stanowi naturalne przedłużenie Jury Krakowsko – Częstochowskiej, kończącej się na zakolu rzeki Warty. Ciekawa sprawa – przez park prowadzi fragment popularnego Szlaku Orlich Gniazd. Cóż z tego, skoro zwiedzający Jurę turyści docierają najdalej do Częstochowy, o Załęczańskim Parku Krajobrazowym zupełnie zapominając?

W tym wpisie postaram się pokazać, jak atrakcyjnym krajobrazowo i historycznie rejonem jest Załęczański Park Krajobrazowy. Park zwiedzać będziemy na rowerze, przez większość trasy pozostając na bursztynowym szlaku rowerowym. Interesujący nas fragment szlaku biegnie wzdłuż Warty, od wsi Załęcze Wielkie przez Krępowiznę, Przywóz, Kamion aż do Krzeczowa.

Załęczański Park Krajobrazowy
Załęczański Park Krajobrazowy ciągle pozostaje nieodkryty na turystycznej mapie Polski.

Załęcze Wielkie

Rozpoczynamy w miejscu, które wydaje się uciekać same przed sobą. Załęcze Wielkie po raz pierwszy w źródłach pisanych pojawiło się już w 1375 roku. Była to wieś usytuowana po prawej stronie rzeki Warty, domena arcybiskupów gnieźnieńskich. Szybki rzut oka na aktualną mapę wprowadza trochę zamieszania – po prawej stronie Warty zabudowań właściwie nie ma…  Sklep spożywczy, hala widowiskowa w remizie strażackiej, piekarnia, kościół pw Matki Boskiej Częstochowskiej stoją uparcie na lewym brzegu rzeki. Pomyłka kronikarza?

Nic z tych rzeczy. Rzeka Warta w okolicach Załęcza Wielkiego silnie meandruje, tworząc liczne zakola. Każdej wiosny poziom wody niepokojąco się podnosi, zalewając przyległe pola uprawne i niżej położone zabudowania. Powolny, ale nieubłagany nurt rzeki pokonał nie tylko wysokie skarpy ziemi, żłobiąc w nich swe koryto. Zmęczeni coroczną walką z żywiołem mieszkańcy Załęcza także ulegli naporowi wody. Po setkach lat egzystencji na brzegu prawym spakowali najważniejsze rzeczy, poprowadzili zwierzęta domowe, zapakowali na dorożki kufry, siatki i tobołki i przenieśli się wyżej, na lewy brzeg.

Stamtąd do dziś, z bezpiecznej odległości, w czasie wiosennych roztopów wpatrują się czujnie w wartki nurt rzeki Warty.

Rzeka Warta blog podróżniczy
Czujne spojrzenie na wielką wodę.

Źródło objawienia Kałuże

Z Załęcza Wielkiego bursztynowy szlak rowerowy prowadzi turystę do Krępowizny. Na tym etapie warto po raz pierwszy nie zgodzić się ze szlakiem i na rozstaju dróg, za ośrodkiem wypoczynkowym, tam, gdzie kończy się las, odbić w lewo, w kierunku wsi Kałuże. W okolicach przystanku autobusowego po raz pierwszy natkniemy się na enigmatyczny drogowskaz obiecujący nam odkrycie Źródła Objawienia.

Droga prowadzi początkowo asfaltową, wiejską drogą, by po kilkuset metrach odbić w prawo. Mijamy zabudowania wsi Kałuże i ponownie wjeżdżamy w las. Ciężko pomylić drogę – kolejne strzałki nie pozostawiają wątpliwości co do obranego kierunku. Asfalt ustępuje miejsca kamieniom i piaskowi, ścieżka raz po raz ginie między drzewami. Okolice Źródła Objawienia to teren zaskakująco pofałdowany, pagórkowaty i urozmaicony.

Żródło objawienia Kałuże
Źródło objawienia nieopodal wsi Kałuże.

Kilka minut później stromy zjazd doprowadza rowerzystę nad niepozorny leśny staw. Gdyby nie pielgrzymi i spacerowicze zgromadzeni wokół jeziorka, miejsce łatwo można by przegapić. Na przeciwległym brzegu stoi skromna figura Matki Boskiej. U jej stóp od dziesiątek lat bije źródło, którego wodom przypisywane są cudowne właściwości. Wierzyć, nie wierzyć? Ilość kubków i szklanek pozostawionych w pobliżu jeziorka wydaje się rozwiewać wszelkie wątpliwości.

blog podróżniczy
Namacalny dowód wiary.

Wzdłuż Warty

Nad Wartę wracamy bądź po własnych śladach, bądź skracając sobie drogę jedną z nieoznakowanych leśnych ścieżek. Wracamy do Krępowizny, by wjechać na jeden z najbardziej malowniczych odcinków dzisiejszego szlaku. W tym właśnie miejscu Załęczański Park Krajobrazowy wyciąga się najdalej za zachód. Warta zatacza w okolicach Krępowizny olbrzymi łuk, by odwrócić swój bieg o 180 stopni i popłynąć ponownie na wschód.

Okoliczne tereny corocznie dotykane są przez powodzie. Osadnictwo jakby odepchnięte przez niegościnną rzekę przenosi się dalej na północ, okolice brzegu Warty pozostawiając niemal niezamieszkałe. Nieliczne domostwa początkowo połączone są wąską nitką asfaltu. Brak ruchu samochodowego pozwala rowerzyście nabrać prędkości. Ostatnie szopy i stajnie znikają za prawym ramieniem. Po lewej stronie letnie słońce suszy jasnobłyszczące snopy słomy. Po prawej odległa linia lasu wyznacza brzeg niewidocznej z drogi rzeki. Krajobraz nabiera ciepłych, wręcz pastelowych kolorów.

blog podróżniczy okiem miszy
A to Polska właśnie…

Ciężko pędzić z całych sił w tak pięknych okolicznościach przyrody. Cyklista, chyba wiedziony wewnętrzną siłą, zatrzymuje rower. Jeszcze raz obejmuje wzrokiem bezkresne lasy, wsłuchując się w ciszę podkreślaną cichym szumem drzew. Przymyka oczy, otwierając się mocniej na bodźce innych zmysłów. Krzyk polującego nad łąkami jastrzębia brzmi teraz donośniej niż dźwięk kościelnych dzwonów. Ciepły podmuch wiatru na skórze daje się odczuć jak najprzyjemniejsza pieszczota. Powietrze pachnie skoszoną łąką, pachnie późnym latem i zapowiedzią obfitych plonów.

Poczucie absolutnej jedności z naturą wyzwala w turyście trudny do opisania spokój. Chciałoby się zostać i patrzeć tak do wieczora. Czas jednak jechać dalej! Rowerzysta wskakuje na siodełko przecierając wilgotne oczy. Te niedoschnięte łzy na policzkach to na pewno od wiatru.

Załęczański Park Krajobrazowy rowerem
Na szlaku Załęczańskiego Parku Krajobrazowego.

Kurhany kultury przeworskiej – Przywóz

Odcinek Łaszew Rządowy – Przywóz – Toporów połączony jest świeżym odcinkiem asfaltowej drogi. Liczba cyklistów i pieszych ponownie zwiększa się, sygnalizując bliskość większego ośrodka wypoczynkowego. Spacerowicze szczególnie upodobali sobie wycieczki w okolice kurhanów książęcych z okresu kultury przeworskiej.

Czym była kultura przeworska i dlaczego kurhany zwane są książęcymi? Kultura przeworska utożsamiana jest ze starożytnymi Wandalami, którzy w okresie wędrówki ludów dotarli na tereny obecnej Polski. Wytwarzający duże ilości przedmiotów żelaznych, grzebiący zwłoki w jamowych grobach całopalnych osadnicy około II w. n. e. dotarli w okolice Przywozu. To prawdopodobnie ci sami wojownicy, którzy kilka wieków później złupili bezlitośnie Rzym…

Kurhany stojące w pobliskim lesie odróżniają się jednak od zwykłych jam całopalnych. Ponad jamami usypano przecież pokaźnych rozmiarów kopce, dziś porośnięte trawą i niewysokimi drzewami. Forma i bogactwo wyposażenia grobów pozwala przypuszczać, ze pochowano w nich osoby szczególnie ważne dla lokalnej społeczności. Czy byli to książęta, kapłani czy sędziowie – dziś nie jesteśmy w stanie tego rozstrzygnąć.

Kurhan książęcy Przywóz
Jeden z kurhanów książęcych, porośnięty dziś drzewami.

Szkoda tylko, że po okazywanym dawniej książętom szacunku do dziś pozostało niewiele. Kurhany traktowane są dziś jak ciekawe punkty widokowe, oblegane przez rodziny z rozkrzyczanymi dziećmi, piknikowiczów i drobnych pijaczków. Ile czasu musi upłynąć, by pamięć o zmarłych całkowicie się zatarła? Aż rozpadną się w pył kości? Aż skruszy się kamień? Aż roślinność zarośnie miejsce pochówku? Czy śmierć sprzed tysiąca lat jest mniej realna niż ta z wczoraj?

Kontemplując kurhany książęce w Przywozie pytania o trwałość i realność ludzkiej pamięci nasuwają się same. Jako prawdziwe zwykliśmy traktować opowieści dotyczące naszych bezpośrednich przodków – osoby które znaliśmy, widzieliśmy, mogliśmy dotknąć. Fotografie pradziadków i prapradziadków traktujemy już z pewną dozą nieufności, ciekawie spoglądając na sylwetki i twarze, których nie było nam dane zobaczyć na żywo. To, co niezapisane za zdjęciach nabiera wymiaru mitu. Portrety książąt, malarzy, rycerzy nie różnią się wiele od baśniowych ilustracji.

Czy ludzie żyjący setki lat przed nami czymkolwiek się od nas różnili? Czy przypadkiem czas nie dzieli nas silniej niż najdalsza odległość? Warto zadać sobie te pytania, zanim ktoś nieświadomie zatańczy na naszym grobie.

dramat
Na szczycie kurhanu…

Powrót do cywilizacji : Toporów i Kamion

Toporów i położony po drugiej stronie Warty Kamion to dwie wsie będące punktem centralnym Załęczańskiego Parku Krajobrazowego. Rozwinięta baza turystyczna i gastronomiczna wyróżnia Kamion na tle pozostałych nadwarciańskich wsi.

Turystów w Kamionie widać, słychać i czuć. Życie towarzyskie skupia się wokół jedynej w promieniu dziesiątek kilometrów restauracji. Pobliski budynek pełni funkcję hotelu. Serwująca ciepłe dania knajpa to prawdziwa gratka dla spacerowiczów, cyklistów i zmotoryzowanych. Zmęczeni całodziennym pedałowaniem, wiosłowaniem, maszerowaniem nie mogą oprzeć się pokusie i zajmują wolny stolik pod restauracyjną parasolką.

Jakość jedzenia jest tutaj rzeczą wtórną – chęć posiedzenia z innymi, wymiany poglądów i uśmiechów, pobycia w stadzie jest jednym z najsilniejszych ludzkich instynktów. Tak działały zajazdy na Dzikim Zachodzie, karczmy na polskich gościńcach, tak działa obecnie jedyna restauracja w Kamionie i okolicy.

Jedzenie to jednak nie wszystko, co oferuje turystom Kamion. Prawdziwą gratką dla zwiedzających jest XVIII wieczna kapliczka zbudowana z drewna modrzewiowego. Zbudowana na planie kwadratu, z niewielką przybudówką, nakryta dachem gontowym namiotowym, już z daleka cieszy oko harmonijną sylwetką.

Kamion kapliczka
XVIII-wieczna kaplica rzymsko-katolicka z drewna modrzewiowego we wsi Kamion.

Mało kto wie, że kapliczka jest otwarta dla zwiedzających. Wystarczy odsunąć skobel i pchnąć lekko furtkę, by znaleźć się po drugiej stronie drewnianego płotku. Drzwi do kapliczki pozostają otwarte. Wnętrze kryje skromy drewniany ołtarz – zdjęć nie zamieszczam celowo, chcąc zachęcić do samodzielnego odkrycia tej architektonicznej perełki.

Źródło św. Floriana w Kochlewie

Kamion to dla większości odwiedzających Załęczański Park Krajobrazowy ostatni punkt na wycieczkowej trasie. Obiad zjedzony w lokalnej restauracji skutecznie odbiera ochotę na dalsze zwiedzanie. Pełny brzuch ciąży turyście, który najchętniej położyłby się w pokoju na popołudniową drzemkę. Warto zdobyć się w tym momencie na jeszcze jeden wysiłek. Jeszcze raz wskoczyć na siodełko i popedałować na północ, przez Krzeczów do niewielkiej wsi Kochlew.

Właśnie na obrzeżach Kochlewa kryje się jeden z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych zakątków, jakie kryje Załęczański Park Krajobrazowy. Ponownie jedynym punktem odniesienia jest niepozorna strzałka kierująca cyklistę na „Źródło św. Floriana”. Zdecydowanie warto podążyć za strzałką. Pokonując kolejne zakręty i wzniesienia krętej asfaltowej drogi wyjeżdżamy w końcu na skraj niewielkiego lasu. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów wąską leśną drogą i naszym oczom ukaże się widok niczym z romantycznych ballad Goethego.

Oto przed nami las otwiera się na niewielkich rozmiarów staw, nad którym unosi się delikatna mgiełka. Brzegi jeziora co rusz pojawiają się i nikną w przesuwanych delikatnymi podmuchami wiatru oparach. Stojąca woda przyjmuje silnoblady, trupi kolor, niechętnie odbijając przebijające się przez zarośla promienie światła. Zatopione w wodzie drzewa powykrzywiały pnie i konary jakby w niemym proteście, coraz mocniej pochłaniane przez zimną wodę.

źródło świętego Floriana
Niezwykle malownicze źródło świętego Floriana stanowi ostatni punkt naszej wycieczki.

Do uszu turysty nie dociera w tym miejscu śpiewanie ani jednego ptaka. Przyroda zamarła wokół jeziorka, bojąc się zakłócić przejmującą ciszę i tajemniczy nastrój tego miejsca. Jedynym wychwytywalnym odgłosem jest delikatne, miarowe bulgotanie wody u stóp rowerzysty.

Źródło św. Floriana okazuje się być wywierzyskiem krasowym. Wywierzysko to źródło, w którym bezpośrednio wypływają na powierzchnię wody podziemne. Wydajność źródła św. Floriana jest niespotykanie wysoka jak na Polskę Środkową. U stóp turysty woda dosłownie kotłuje się niczym gejzer, zasilając sporych rozmiarów stawik.

Piękny film pokazujący jezioro pod taflą wody znajdziecie tutaj.

Załęczański Park Krajobrazowy

Załęczański Park Krajobrazowy zwiedzałem na rowerze wyposażony w mapę wydawnictwa galileo (do kupienia TUTAJ). To kraina idealna na krótkie, weekendowe wypady za miasto, na spacer z psem, na rowerową eskapadę. Zróżnicowanie krajobrazu, urozmaicony teren, niespodzianki archeologiczne i przyrodnicze nie pozwalają się nudzić na szlaku. Dodajcie do tego możliwości przejażdżek konnych i spływów kajakowych… Dalej nie macie pomysłu na ciekawą wycieczkę?


Pomogłem? Zainteresowałem? Doceniasz to, co robię? Podziękuj mi osobiście dołączając do grona fanów na Facebooku - dla Ciebie to jedno kliknięcie, u mnie tyle radości :)

blog podróżniczy okiem miszy

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Załęczański Park Krajobrazowy – bursztynowy szlak rowerowy"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Edyta Tkacz
Gość

No nie miałam zielonego pojęcia, że istnieje Załęczański Park Krajobrazowy. Brawo Misza za wyciąganie takich perełek. Rzeczywiście brzmi jak pomysł na super wycieczkę rowerową. Czy da się ją zrobić w jeden dzień?

wpDiscuz