Kotoń w Beskidzie Makowskim

Kotoń Beskid Makowski
W drodze na Kotoń.

W Krakowie późną jesienią zaczyna się trudny czas dla amatorów wypoczynku na świeżym powietrzu. Uporczywy smog dusi mieszkańców skutecznie zniechęcając do biegania, roweru, a nawet zwykłego spaceru. Gdzie uciekać przed smogiem w pochmurny jesienny lub zimowy dzień? Najlepiej w stronę najbliższych gór! Przewyższenie, znaczna odległość od ludzkich osad i silny wiatr to najlepsza recepta na zanieczyszczenie powietrza. Jaką górę wybrać na krótki, kilkugodzinny spacer? Proponuję Kotoń.

Kotoń: dojazd

Kotoń to masyw górski wciśnięty pomiędzy dwie popularne małopolskie miejscowości: Stróżę i Pcim. Obie wsie położone są przy drodze ekspresowej S7, czyli popularnej „Zakopiance”. Taka, a nie inna lokalizacja jest niewątpliwą zaletą Pcimia i Stróży znacznie ułatwiając dostanie się w te strony. Zakopianką kursują przecież regularnie i z dużą częstotliwością busy relacji Kraków – Rabka, zatrzymując się na przystankach Pcim oraz Stróża. Dojazd własnym autem jest tym bardziej bezproblemowy.

No właśnie, busem czy własnym autem? Jadąc autem stajemy się niezależni od rozkładu jazdy, mogąc wyruszyć na trasę i wrócić do domu o dowolnie wybranej godzinie. Samochód ma jednak jedną zasadniczą wadę, co często dyskwalifikuje go w moich oczach jako środek transportu w góry. Otóż jadąc samochodem musimy rozpocząć i skończyć wycieczkę w dokładnie tym samym punkcie. Znacznie ogranicza to możliwości planowania trasy, redukując dostępne opcje do wyjścia na szczyt i zejścia po własnych śladach. Nuda!

Diabelski Kamień Kotoń
Diabelski Kamień, w drodze na Kotoń.

Turysta unikający powrotów tą samą trasą zostawi najprawdopodobniej samochód w garażu i dojeżdżając w Beskid Makowski wsiądzie do busa. Wybierając takie rozwiązanie warto rozpocząć wycieczkę w Pcimiu. Dojazd z Dworca MDA w Krakowie do Pcimia trwa około 45 minut i kosztuje 8 PLN. Busy kursują naprawdę często, nawet w święta na busika nie będziemy czekać dłużej niż godzinę. Rozsądnie planując trasę możemy spróbować wstrzelić się w czasy przejazdu busów ograniczając do minimum czas oczekiwania na zimnym przystanku.

Pamiętajmy tylko o jednym – busy mają paskudny zwyczaj jeżdżenia nieco poza rozkładem. Rozsądną praktyką jest założenie, że bus przyjedzie o oznaczonej godzinie z tolerancją +/- 15 minut.

Pcim – Słowiakowa Góra

Wycieczkę zaczynamy zatem w Pcimiu, wysiadając z busa w samym centrum, nieopodal klasycystycznego kościoła św. Mikołaja z XIX wieku. Po drugiej stronie ulicy znajdziemy supermarket, w którym można uzupełnić zawartość plecaka na całą wędrówkę. Pcim w dni świąteczne jest wsią bardzo spokojną, momentami sprawiającą wrażenie wyludnionej. Ciężko uwierzyć, że w XVI i XVII wieku osiedlali się tu zbójnicy i jeńcy wojenni, w tym Tatarzy, chcący na powrót odnaleźć się w społeczeństwie.

Żółty szlak pieszy, którym wędrować będziemy niemal na całej długości szlaku, prowadzi obok kościoła .Mikołaja w górę potoku Kaczanka, zwanego też Kączanka. Turysta idzie początkowo po drodze asfaltowej, mijając kilka ciekawych drewnianych chałup, z których najstarsze pochodzą jeszcze z XIX wieku. Widać przy tym wyraźnie, że nowoczesność coraz odważniej wkracza w życie pcimian. Poziome bale chat, czasem pomalowane na tradycyjny ciemnoniebieski kolor, kontrastują z jaskrawą żółcią i zielenią najnowszych maszyn rolniczych i kabin ciężarówek. To pomieszanie wyblakłych odcieni starości z jaskrawą nowoczesnością wydaje się kształtować dzisiejszy wizerunek niejednej małopolskiej wsi.

blog podróżniczy
Idzie nowe…

Rozmyślając o nieuchronnym pochodzie nowoczesności łatwo przegapić można miejsce, w którym żółty szlak gubi asfaltową szosę odbijając ostro w prawo, krętą i stromą drogą między chałupami. Za ostatnim zabudowaniem asfalt ustępuje w końcu miejsca polnej drodze a turysta wychodzi na odkryte wzniesienie, z którego rozpościera się przyjemna panorama na Pcim i otaczające go góry. W zagłębieniach przy drodze pojawiają się pierwsze połacie śniegu będąc zapowiedzią tego, co czeka piechura w miarę posuwania się do góry.

W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć, że w Beskidzie Makowskim oraz Beskidzie Wyspowym zasada „im wyżej, tym zimniej” wcale nie zawsze jest prawdziwa. W górach tych występuje bowiem zjawisko inwersji temperaturowej, kiedy to powietrze ochłodzone w wyniku wypromieniowania ciepła z ziemi spływa ze zbocz górskich na dno doliny. W nocy w Beskidach cieplej może być na szczycie góry niż w dolinie. Długoletnie doświadczenie wędrówek po tym rejonie zdecydowanie potwierdza te spostrzeżenia.

Słowiakowa Góra
Pierwsze wzniesienie ponad Pcimiem nosi nazwę Słowiakowa Góra.

Słowiakowa Góra

Słowiakowa Góra to chyba najciekawszy odcinek całej dzisiejszej wycieczki. Już po 45 minutach szybkiego marszu turysta dociera w rejon Wierchów i przysiółka Płoszczyce. Z tego miejsca rozpościera się arcyciekawa i rzadko wzmiankowana panorama na Beskid Wyspowy, a konkretnie Szczebel i położony za nim Luboń Wielki. W dobrą pogodę za Luboniem dostrzeżemy Tatry. Polana latem stanowi wyśmienite miejsce na biwak, zimą pozwala nacieszyć oczy widokiem gór sięgającym aż po horyzont.

Słowiakowa Góra panorama
Panorama ze Słowiakowej Góry na Szczebel i Luboń Wielki. Bystre oko dostrzeże w tle Tatry.

Kilkaset metrów dalej na piechura czeka kolejna niespodzianka. Prowizoryczna strzałka i pomarańczowe znaki na drzewach zachęcają do zboczenia z głównego szlaku w stronę „Kamienia”. Czym jest ten enigmatyczny „Kamień”? Warto nadłożyć drogi i przejść szlakiem około 5 minut, by samemu się o tym przekonać.

Diabelski Kamień Beskid Makowski
Oznaczenie trasy do Diabelskiego Kamienia.

Pomarańczowe oznakowanie prowadzi wgłąb lasu, by dotrzeć do niewidocznego z daleka urwiska. Droga kończy się potężnych rozmiarów ostańcem, zwanym przez miejscowych Diabelskim Kamieniem. Ostaniec to fragment większego masywu skalnego tworzącego górę, który w wyniku procesów geologicznych został wypchnięty ku górze i odsłonięty na skutek erozji. Ostaniec jest więc fragmentem szkieletu góry, odsłoniętą kością monstrum kryjącego się zazwyczaj pod grubą warstwą ziemi.

Diabelski Kamień
Diabelski Kamień.

Dlaczego kamień zwany jest „diabelskim”? Według legendy, skałę upuścił diabeł przelatując nad tymi górami. Diabeł skałę niósł aż z Tatr, chcąc zniszczyć klasztor w Kalwarii, a upuścił ją tu na odgłos piania koguta. Skała liczy 6,5 m wysokości. Stojąc na skraju przepaści na górze, koniecznie uważajmy na śliskie kamienie pokryte mchem. Przejście pod kamieniem dołem to też zabawa dla odpornych psychicznie. Nigdy nie wiadomo, czy to nie w tej sekundzie kamień zawali się pod własnym ciężarem, grzebiąc na zawsze to co pod nim..

Kotoń Diabelski Kamień
Diabelski Kamień widziany od strony zbocza.

Pękalówka (Gronik)

Dalszy marsz w stronę pierwszego wzniesienia tworzącego masyw Kotonia – Pękalówki (839 m n.p.m.) prowadzi przez krajobraz typowy dla Beskidów. Leśna droga przedziera się przez gęsto rosnące buki. Ścieżkę pokrywa warstwa opadłych liści zabarwionych na charakterystyczny rdzawy kolor. Od strony północnej na liściach zalega śnieg. Szlak o tej porze roku jest praktycznie wymarły. Spotkanie innego turysty graniczy z cudem, jedyne ślady odbite w błocie i śniegu to tropy dzikiej zwierzyny.

Las bukowy
Buczyny, charakterystyczny obrazek dla tej części Beskidów.

Sam szczyt Pękalówka jest więcej niż niepozorny i bardzo łatwo go przegapić. Wierzchołek na pierwszy rzut oka wygląda na całkowicie zalesiony i nieatrakcyjny widokowo. Warto wiedzieć, że schodząc około 50 metrów przez drzewa w kierunku południowym trafimy na rozległą polanę o tej samej nazwie, z której uchwycić możemy ciekawą panoramę Tatr.

Zapraszam na dalszy ciąg na drugiej stronie!


Pomogłem? Zainteresowałem? Doceniasz to, co robię? Podziękuj mi osobiście dołączając do grona fanów na Facebooku - dla Ciebie to jedno kliknięcie, u mnie tyle radości :)

blog podróżniczy okiem miszy

A jeśli jesteś dopiero pierwszy raz na blogu, to najlepiej zacznij od TEJ STRONY

Tagi - słowa kluczowe
,

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o