Alpy Szwajcarskie latem – propozycje szlaków dla początkujących

Alpy Szwajcarskie
Alpy Szwajcarskie dostarczą niezapomnianych wspomnień.

Alpy Szwajcarskie latem otwierają się na turystów początkujących. Ze szlaków znika śnieg i możliwe jest zorganizowanie wycieczki nawet do wysokości 3000 metrów bez konieczności zakładania raków czy noszenia ciężkiego sprzętu wspinaczkowego. Widoki są niesamowite, nieporównywalne z doświadczeniem tatrzańskim. W tym wpisie skupię się na propozycjach takich tras trekkingowych, na które wystarczy doświadczenie tatrzańskie latem. Trasy nie prezentują większych trudności technicznych i pomyślane są dla osób początkujących z Alpami lub planujących wycieczki na pochmurny dzień. Ci szukający wycieczek aklimatyzacyjnych także znajdą coś dla siebie.

Alpy Szwajcarskie : miejscowości i miasta

W Alpach wytyczono tysiące tras wycieczkowych i spacerowych, siłą rzeczy muszę zawęzić opisywany obszar. W tym wpisie skupię się na Alpach Pennińskich, a konkretnie na dwóch najbardziej znanych dolinach: Mattertal (z główną miejscowością Zermatt) oraz Saas (główna miejscowość Saas Fee).

Zermatt
Zermatt klimatem przypomina trochę nasze Zakopane.

Zermatt

Miejscowość Zermatt to jeden z najpopularniejszych alpejskich kurortów. Każdego roku zjeżdżają tu dziesiątki tysięcy turystów z całego świata, a sezon trwa praktycznie cały rok. Zematt oferuje najbardziej zróżnicowaną ofertę hotelową i gastronomiczną oraz doskonałą infrastrukturę turystyczną. Bez problemu zaopatrzymy się tu w sprzęt turystyczny, dowiemy o warunki na szlakach, otrzymamy mapki poglądowe.

To wszystko ma jednak swoją cenę: Zermatt jest miasteczkiem bardzo drogim i zatłoczonym. Przyjemność obcowania z górami jest ograniczona, kolejki linowe przecinają co drugi stok. Z drugiej strony, w grupie bezpieczniej: w dolinie Mattertal nigdy nie jesteśmy sami, co przekłada się na możliwość łatwiejszego uzyskania pomocy od turystów na szlaku. Zermatt atmosferą porównałbym do polskiego Zakopanego.

Saas Fee

Saas Fee będzie propozycją dla turystów szukających spokoju i odosobnienia. Ruch turystyczny jest tutaj bardziej rozproszony, w dolinie Saas jest kilka miejscowości które przyjmują turystów. Na szlakach często bardziej prawdopodobne jest spotkanie świstaka lub kozicy niż człowieka – zwłaszcza poza letnim szczytem sezonu i powyżej linii schronisk. Doświadczenie obcowania z górami jest tutaj nieporównywalne, jednak w razie problemów ciężej będzie uzyskać natychmiastową pomoc na szlaku.

Saas Fee
Saas Fee, niewielka górska wioska położona w dolinie o tej samej nazwie.

Poruszanie się po dolinie Saas jest tańsze niż w rejonie Zermatt – komunikacja lokalna dla mieszkańców hoteli i guesthouse’ów w dolinie jest bezpłatna. Wliczone są w to także kolejki linowe.

Alpy Szwajcarskie szlaki

Po tym krótkim wstępie możemy przejść do opisu szlaków.

  • Zaczniemy w Dolinie Saas od szlaku spacerowego wokół sztucznego jeziora Mattmark, jednej z ikon regionu. Wycieczka może być rozszerzona o zwiedzanie lodowca, jednak ten fragment pozostawiam turystom bardziej zaawansowanym.
  • Kolejną propozycją będzie wycieczka z Kreuzboden do Saas Almagell przepiękną alpejską trasą Alpenblumen Promenade.
  • Ostatnim pomysłem na letnią wycieczkę będzie Szlak Pięciu Jezior w rejonie Zermatt, trasa będąca prawdziwym alpejskim klasykiem od wielu lat i oferująca niezapomniane widoki na Matterhorn.
Kreuzboden
Kreuzboden.

1 Wokół jeziora Mattmark, Alpy Pennińskie (2224 m n.p.m.), 2h

Pierwsza trasa będzie raczej na rozgrzewkę, idealna na początek przygody z Alpami. Wycieczka ma swój początek w miejscowości Saas Grund, skąd bezpłatnym dla mieszkańców i mieszkających tu turystów autobusem pojedziemy krętą drogą w górę doliny Saas. Trwająca 24 minuty podróż dostarcza niezapomnianych wrażeń estetycznych. Autobus z nielicznymi turystami mija zabudowę miasteczka Saas Grund, potem Saas Almagell, by w końcu rozpocząć wspinaczkę coraz bardziej stromą drogą wzdłuż potoku Saaservispa.

Polecam tą firmę w walce o odszkodowanie. Mi realnie pomogli odzyskać pieniądze.
Odszkodowanie za opóźniony lot.

1700, 1800, 1900 m n.p.m. – wysokość zdobywamy bardzo szybko, wbijając się niczym klinem pomiędzy czterotysięczniki Stellihorn oraz Strahlhorn.  Ten drugi jest zresztą najwyższym szczytem (4,190 m n.p.m.), jaki wypatrzeć będzie można z poziomu jeziora. Każdy kolejny wiraż wydaje się być ostatnim, już zbyt wąskim, zbyt ciasnym by zmieścił się na nim podmiejski autobus. W całym autobusie zapada cisza, tylko kierowca nic sobie nie robi z serpentyn pogwizdując wesoło. W końcu docieramy do olbrzymiej tamy utrzymującej tysiące hektolitrów lodowatej wody z roztapiających się alpejskich lodowców. Jesteśmy na miejscu.

Droga do Mattmark
Kręta droga do jeziora Mattmark. Atrakcja turystyczna sama w sobie.

Opisany odcinek trasy można pokonać też piechotą lub rowerem – szczególnie ten drugi pomysł jest popularny wśród lokalnych mieszkańców. Po olbrzymim wysiłku związanym ze wspinaczką, kilkukilometrowy zjazd na łeb na szyję krętą asfaltówką wydaje się wystarczającą nagrodą. W tym momencie warto wspomnieć, że w rejonie końcowego przystanku autobusowego zlokalizowana jest całkiem dobra i jak na szwajcarskie realia niedroga restauracja. Tu także mają swój początek liczne szlaki prowadzące tak wokół jeziora, jak i w górę, na widoczne wśród chmur przełęcze i szczyty.

Mattmark jezioro Alpy
Jezioro Mattmark widziane z tamy.

Wokół jeziora

Jezioro obejdziemy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zaczynając od przekroczenia tamy. Krótki rzut oka na drogowskaz, tabliczki w wypisanymi celami podróży i szacunkowymi czasami dojścia kierują się we wszystkie strony. Co ciekawe, w Alpach Pennińskich każdy szlak bez wyjątku zaznaczony jest kolorem czerwonym. My wybieramy drogę na Dischtelalp.

Pierwszy fragment trasy prowadzi ścieżką wykutą w czarnej skale, na którą co rusz spadają strumienie wody z położonych wyżej lodowców i topiących się płatów śniegu. Ścieżka jest momentami podmokła, nieprzemakalne buty wydają się koniecznością. Niektóre strumienie są zbyt silne, by możliwe było ich przekroczenie bez sztucznych ułatwień. W takich miejscach na szlaku zbudowano trwałe, betonowe mosty. Późnym latem wody będzie mniej, a wycieczka o wiele łatwiejsza niż wiosną.

Dischtelalp
Okolice Dischtelalp.

W miarę zbliżania się do przeciwległego końca jeziora nazwanego Dischtelalp liczba turystów spada, a piechura otaczają już tylko majestatyczne szczyty i wszechogarniająca cisza. Choć może cisza to złe słowo – to raczej brak odgłosów cywilizacji. Zatrzymując się na chwilę na krótki posiłek warto wsłuchać się w łoskot spadającej do jeziora wody, świst wiatru uderzającego w skały i… świstanie świstaków, których w tych rejonie nie brakuje. Cudowna chwila niewymuszonej, spontanicznej medytacji na łonie natury.

Dischtelalp i droga powrotna

Dischtelalp to najdalszy punkt wycieczki. Stąd możliwa jest droga dalej w góry, fantastycznym widokowym szlakiem w kierunku przełęczy Monte Moro na granicy włoskiej. Jako że wpis ten poświęcam turystom początkującym, to wspomnę tylko o takiej możliwości i zachęcę do przejścia choć kilkuset metrów w górę, by złapać pełną panoramę jeziora Mattmark z wysokości. My wracamy w kierunku przystanku autobusowego.

Mattmark Alpy Szwajcarskie
Jeden z mostków na szlaku. Jak widać, woda pędzi w stronę jeziora z niesamowitym impetem.

Droga powrotna nie różni się znacznie od tej, którą przyszliśmy do Dischtelalp. To znów kombinacja pięknych widoków na jezioro i położone wyżej szczyty, przecinających wartkie strumienie mostów i malowniczych ścieżek. Pewnego rodzaju odmianą są dwa długie tunele, jakie wydrążono w skale kilkaset metrów od przystanku autobusowego. W tunelach przez cały rok jest ciemno, zimno i mokro – weźcie to pod uwagę podczas pakowania się na wyprawę.

Wycieczkę kończymy dokładnie tam, gdzie ją zaczęliśmy – na końcowym przystanku autobusowym Mattmark, albo w pobliskiej restauracji.

Dwa ostatnie szlaki opisuję na kolejnej stronie, zapraszam dalej w Alpy Szwajcarskie!



Pomogłem? Zainteresowałem? Doceniasz to, co robię? Podziękuj mi osobiście dołączając do grona fanów na Facebooku - dla Ciebie to jedno kliknięcie, u mnie tyle radości :)

blog podróżniczy okiem miszy

A jeśli jesteś dopiero pierwszy raz na blogu, to najlepiej zacznij od TEJ STRONY

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o