Historia pewnej wizy

Kuba - kto nie chciałby tam pojechać choć na tydzień?

Zdarzyło Wam się korzystać z ofert super last minute albo po prostu last minute? Przyznam szczerze, że ja dopiero niedawno zainteresowałem się tym tematem. Wymyśliłem sobie, że w przeciwieństwie do tradycyjnych wypraw, do których przygotowuję się zawsze starannie przez wiele dni, a nawet tygodni, tym razem zdam się na ślepy los. Chciałem po prostu uciec jesiennej depresji, znów popatrzeć na słoneczne niebo, pocieszyć się ciepłem. Budżet na koniec roku ledwo się dopinał, jednak postanowiłem spróbować.

Super last minute

Super last minute to typ oferty, z którym nie miałem przyjemności spotkać się jeszcze w Polsce. Są to oferty z czasem wylotu krótszym niż tydzień, mistrzowie super last minute oferują na stronach wyloty na następny dzień, dwa dni i trzy dni. Jak to działa? Wchodzicie na stronę jednego z operatorów turystycznych, najciekawsze oferty mają chyba Ltur i Thomas Cook. Moim patentem jest szukanie ofert na same loty – przechodzę na zakładkę loty (Flug) i szukam interesujących mnie ofert. Potem zostaje tylko wybranie kierunku, szybka decyzja i lecimy!

Wiedząc, że czas do wylotu może być krótki, dobrze się przygotowałem. Jeszcze przed rozpoczęciem poszukiwań wstępnie się spakowałem (kąpielówki, okulary przeciwsłoneczne, krótkie spodnie…) żeby oszczędzić na czasie. W ciemno poszedłem do sklepu po krem UV i bloker przeciwsłoneczny. Same przygotowania do wyjazdu dały mi dużo radości – w końcu niecodziennie późną jesienią biega się po sklepach w poszukiwaniu olejku do opalania! Byłem na tyle zapobiegawczy, że znalazłem nawet repelent przeciw insektom, gdyby trafiła mi się okazja lotu w stronę stref tropikalnych.

Dlaczego spakowałem się jeszcze przed kupnem biletu? Trochę z przezorności. Skoro mogę kupić wycieczkę z czasem wylotu za 3 dni, to nie chcę wówczas tracić czasu ani nerwów na gorączkowe pakowanie plecaka. Wolę raczej na ile to możliwe zdobyć informacje o miejscu docelowym i choć trochę mentalnie przygotować się na wyjazd.

W końcu przyszedł czas urlopu i rozpocząłem poszukiwania. Oferty wrzucane są każdego dnia po godzinie 20:00. Najlepsze okazje oczywiście znikają bardzo szybko, więc warto być czujnym i zdecydowanym. Przez 3 dni śledziłem poziom cen i potencjalne kierunki. Udało mi się zawęzić poszukiwania do dwóch kierunków o których wiedziałem, że pojawiają się często i w przyzwoitych cenach: były to Dominikana i Kuba.

blog podróżniczy okiem miszy
Dominikana, czy Kuba? Chciałbym codziennie stawać przed takim wyborem…

Decydujący moment

Czym była dla mnie przyzwoita cena? Otóż zarówno Dominikana jak i Kuba były do upolowania za około 400 EUR za lot w obie strony przy założeniu tygodniowego pobytu. Musiałem jeszcze tylko dograć daty… I oto stało się! Pewnego jesiennego wieczora na stronie operatora turystycznego pojawiła się oferta – marzenie. Lot w osiągalnym dla mnie terminie (musiałem brać pod uwagę ograniczenia urlopowe, proza życia większości z nas) i w cenie niższej niż przeciętna. Wylot na Kubę za mniej niż tydzień, trzeba decydować się od razu. Właściwie nawet się nie wahałem, szybko przeszedłem na stronę logowania, wpisałem swoje dane i…

…zacząłem się zastanawiać.

Zastanawiać nad czym? Czy wszystko spakowałem? Nie, takie myśli owszem kołaczą się czasem po głowie, ale pakując się zawsze z listą rzeczy do zabrania na wyjazd (moja lista do przejrzenia TUTAJ) jestem dość pewny zawartości plecaka. Dawno nie zdarzyło mi się zapomnieć czegoś naprawdę ważnego. Zacząłem zastanawiać się nad kwestiami formalnymi – czy aby na Kubę nie są wymagane specjalne szczepienia lub pozwolenia? W końcu to bastion komunizmu, jedno z ostatnich na planecie miejsc tego typu.

Szybko przeszedłem na stronę ambasady, aby rozwiać wątpliwości. Szczerze mówiąc nie chciało mi się wierzyć, że tak turystyczna destynacja może być w jakikolwiek sposób problematyczna pod kątem wizowym. Przecież oni żyją z turystyki, w najgorszym przypadku wyrobię sobie wizę „on arrival” na lotnisku! W tym momencie przeszedłem na stronie ambasady na zakładkę „obowiązki wizowe” i prawie zakrztusiłem się herbatą.

Obywatel polski udający się na Kubę obowiązany jest do posiadania wizy odpowiedniej do celu planowanego pobytu lub tzw. karty turysty (Tarjeta de Turista), wydawanej wyłącznie w celach turystycznych. Wizy wydaje konsulat kubański w Warszawie, a karty turysty (indywidualne lub grupowe) można nabyć tamże lub w niektórych biurach podróży.

wiza Kuba
Czemu nikt mi nie powiedział, że na Kubę potrzebna jest wiza?!

Zabrzmiało groźnie. Szybkie przeszukiwanie Internetu utwierdziło mnie w najgorszych przypuszczeniach. Otrzymanie wizy na lotnisku w Havanie nie jest możliwe, a zdobycie wizy szybko i sprawnie wydawało się więcej niż trudne. Jako że w grę wchodziły dość duże pieniądze i perspektywa spędzenia urlopu na kubańskim posterunku policji imigracyjnej, zdecydowałem odpuścić bilet. Oczywiście po kilkunastu minutach oferta na dobre zniknęła ze strony, a razem z nią moje marzenia o spędzeniu urlopu w tropikach.

Wiza na Kubę przez pośrednika

Po całej przygodzie już z ciekawości sprawdziłem sobie, ile czasu i pieniędzy musiałbym poświęcić, chcąc wyrobić wizę u pośrednika. Czy zmieściłbym się w 3 dniach? Czy jest to opłacalne cenowo? Czy na przyszłość polowanie na super last minute na Kubę ma w ogóle sens?

Zajrzałem na stronę biura, które ma swój oddział w moim rodzinnym mieście. W końcu mam tu najbliżej. Biuro Aina na swojej stronie oferuje wyrobienie wizy w standardowym czasie 1-2 dni. Pierwszy warunek spełniony, czas poniżej 3 dni. Cała procedura też jest przyjemnie prosta i co najważniejsze szybka. Wypełniamy sobie formularz, uzupełniamy danymi i zaczynamy odliczać godziny do otrzymania wizy. Formularz ma całą… jedną stronę. Z ciekawości przeklikałem się przez cały proces i rzeczywiście było łatwo i prosto, nie zawahałem się ani przez chwilę co wpisać w jakie pole.

Wygląda to mniej więcej tak:

blog podróżniczy
Proces wyrabiania wizy na Kubę

Skany dokumentów można dosłać na późniejszym etapie, by nie tracić czasu. Przyznam, że byłem pozytywnie zaskoczony prostotą tego procesu. Koszt samego pośrednictwa wynosi na chwilę obecną mniej niż 30 EUR, więc także całkiem nieźle. Po maksymalnie 2 dniach dzwoni kurier i można odebrać upragnioną wizę.

Dlaczego nie zdecydowałem się wówczas kupić tego biletu? Pewnie jeszcze długo będę sobie wyrzucał własne niezdecydowanie. Jedno wiem na pewno – z tej zakręconej historii wyjdę mądrzejszy. Przekonałem się, że pośrednictwo wizowe w pewnych okolicznościach może uratować wyjazd i znacznie ułatwić podjęcie decyzji o kupnie biletu w nieznane.

 

Photos on Foter.com

 


Pomogłem? Zainteresowałem? Doceniasz to, co robię? Podziękuj mi osobiście dołączając do grona fanów na Facebooku - dla Ciebie to jedno kliknięcie, u mnie tyle radości :)

blog podróżniczy okiem miszy

A jeśli jesteś dopiero pierwszy raz na blogu, to najlepiej zacznij od TEJ STRONY

4
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
MiszaSzczyrk zimą Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Szczyrk zimą
Gość

Każda taka historia czegoś nas uczy. Jednak szkoda, że nie zdecydował się Pan zaryzykować, chętnie przeczytałbym posty z Kuby. Ale rozumiem w Pana przypadku postąpiłbym pewnie w ten sam sposób. To na jakie loty Pan teraz poluje? 🙂 I na koniec, dziękuje jeszcze za listę ułatwiającą pakowanie!