Fuerteventura na dziko

blog podróżniczy
Fuerteventura - pustynna wyspa.

Fuerteventura, i ogólnie Wyspy Kanaryjskie, kojarzą się przede wszystkim z wygodnym leżeniem na plaży zimową porą. Gdy w Europie kontynentalnej pada śnieg, Fuertevenura to idealne miejsce by złapać trochę słońca, poprawić sobie opaleniznę i nastrój. Jednak ile można leżeć na plaży? Ten wpis dedykuję wszystkim tym, którzy właśnie wstali z leżaka i zastanawiają się, co można by jeszcze na wyspie zobaczyć.

Dzika Fuerteventura

Na początek szybki rzut oka na mapę wyspy. Stolica, Puerto del Rosario, znajduje się na wschodnim wybrzeżu, w środkowej części wyspy. To tędy, wschodnim wybrzeżem, poprowadzono jedyną na wyspie autostradę. Droga szybkiego ruchu ciągnie się z północy, od miejscowości Corralejo, przez stolicę na południe, aż do położonego na południowym cyplu wyspy Morro Jable. Większość typowych atrakcji wyspy – plaże, hotele i dyskoteki, znajdziemy właśnie na wschodnim wybrzeżu. To tu głośniki grają najmocniej a drinki serwowane są najszybciej.

Są tacy, których cieszy już samo patrzenie na mapę – w końcu tak właśnie zaczyna się podróżowanie. To właśnie oni pierwsi zauważą dwa duże zielone obszary, które przyjemnie odcinają się od zurbanizowanej części wschodniej Fuerteventury. Są to zlokalizowane na zachodzie Parque Rural de Betancuria oraz Parque Natural Jandía. Jeśli szukać gdzieś dzikiej duszy wyspy, to tylko tam.

La Olivia- miasteczko u stóp wulkanu

Poszukiwania zaczynamy nieco na północ od parków – w miasteczku La Olivia. Dlaczego tak? Przede wszystkim ze względu na jego malownicze położenie, które daje lepsze wyobrażenie o prawdziwej twarzy wyspy. Chcąc dostać się do La Oliva musimy przejechać przez dość wysokie góry. Docieramy do miejscowości trochę sennej, jakby wymarłej, liczącej zaledwie 700 mieszkańców.

La Olivia Feurteventura
Wulkan górujący nad miasteczkiem La Olivia.

Kamienne domy i odcinający się na ich tle niemal idealnie trójkątny stożek wulkanu tworzą przepiękną kompozycję. Jednocześnie krajobraz daje wgląd w wulkaniczną historię wyspy i ciężkie warunki życiowe lokalnych mieszkańców. Zanim wyspa stała się turystyczną perłą Europy, życie obywateli La Olivia musiało być codzienną walką o przetrwanie. Wulkaniczna gleba ma opinię żyznej i urodzajnej. Cóż z tego, skoro wszelką uprawę zabijała dotkliwa w tej części wyspy susza?

Gospodarka wodna do dziś stanowi na wyspie poważne wyzwanie – pamiętajmy o tym, odkręcając na max kurek prysznica w naszym luksusowym hotelu…

Betancuria – dawna stolica wyspy

Kiedy problemy, z jakimi zmagali się i zmagają do dziś mieszkańcy wyspy staną się nam trochę bliższe, warto swe kroki skierować do Betancurii. Już samo położenie miasta jest nieoczywiste. W przeciwieństwie do największych obecnie ośrodków miejskich wyspy, Betancuria położona jest nie na brzegu oceanu, a w centrum wyspy. Miasto rozciąga się w dolinie otoczonej wysokimi górami. Taka, a nie inna lokalizacja miała ponoć zapewniać ochronę przed atakami piratów. Ciężko w to uwierzyć? Chcąc przekonać niedowiarków dodam, że kolejna stolica wyspy, Antigua, także położona jest w interiorze…

Położenie wyspy w dolinie otoczonej górami działa obecnie na korzyść turystów. Przy odrobinie szczęścia mamy szansę zarejestrować niejedną przepiękną panoramę i to bez wychodzenia z samochodu!

fuerteventura blog podróżniczy
Panorama wyspy z okien samochodu.

Sama Betancuria to małe, urocze miasteczko żyjące wspomnieniem dawnej wielkości. Wielu uważa, że jest to najładniejsze miasteczko na całej wyspie. Białe ściany domów tworzą wrażenie czystości i harmonii. Pomiędzy budynkami na niewielkich placach rosną rozłożyste palmy. Miasto zamieszkane jest przez zaledwie 700 mieszkańców, którzy codzienne obowiązki załatwiają w niespiesznym tempie. Atmosfera spokoju udziela się także turystom, którzy w Betancurii stają się jakby mniej krzykliwi, mniej roszczeniowi i natarczywi.

Najważniejszym zabytkiem miasta jest Kościół Mariacki: Iglesia de Santa Maria. Renesansowa budowla została doszczętnie zniszczona podczas – o ironio – najazdu piratów, którzy w roku 1593 ograbili miasto. Kościół odbudowano dopiero w XVII wieku, z tego okresu pochodzą też najważniejsze rzeźby i ołtarz Iglesia de Santa Maria.

Betancuria Feurteventura
Betancuria, Iglesia de Santa Maria

Playa de Garcey

Najazd piratów nieodłącznie kojarzy się z bitwami morskimi i wrakami statków zalegającymi gdzieś na przybrzeżnych rafach koralowych. Okazuje się, że Fuerteventura także kryje zatopione skarby!

Wrak statku American Star

American Star to statek o wyjątkowo burzliwej historii. Zwodowany tuż przed II wojną światową w Stanach Zjednoczonych luksusowy turbinowiec przepychem przypominał trochę Titanica. 1050 pasażerów na pokładzie miało do dyspozycji wielki salon wysokości dwóch kondygnacji, salę balową, dużą palarnię, kilka barów, bibliotekę i sklepy.

Początkowo wykorzystywany jako wycieczkowiec, po ataku na Pearl Harbor statek przebudowano na transportowiec wojskowy. Zamiast bogatych panów pod krawatami i pięknych pań w diamentowych sukniach, statek zaczął wozić żołnierzy alianckich. Po wojnie sytuacja znów odmieniła się o 180°. Dawni wrogowie, USA i Niemcy, stali się ponownie partnerami. Statek wojskowy przebudowano i American Star zaczął obsługiwać ruch pasażerski na trasie Nowy Jork – Brema.

Ostatni epizod historii wiąże się z coraz mocniejszym rozwojem transportu lotniczego. Wielkie transatlantyckie pasażerowce ustąpić musiały nowoczesnym Boeingom i Airbusom. American Star sprzedano Tajlandii, gdzie miał posłużyć za więzienie. Tak ponury los pięknego statku najwidoczniej nie spodobał się morskim bóstwom. Ciągnięty przez ukraiński holownik statek natrafił na silny sztorm i zerwał się z liny w okolicach Feurteventury. Dumny American Star osiadł na mieliźnie w okolicach Playa de Garcey, by tam, smagany przez fale, dokonać swego żywota.

Dziś statek znajduje się niemal całkowicie pod wodą i trzeba sporo szczęścia, by z plaży zobaczyć choć fragment burty.

American Star Fuerteventura
American Star ledwo wystający ponad powierzchnię wody.

Na ciąg dalszy zapraszam na następną stronę!


Pomogłem? Zainteresowałem? Doceniasz to, co robię? Podziękuj mi osobiście dołączając do grona fanów na Facebooku - dla Ciebie to jedno kliknięcie, u mnie tyle radości :)

blog podróżniczy okiem miszy

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz