Damavand, najwyższy szczyt Iranu zdobyty!

Środa, 01.10.2014, szczyt Damavand

Wstaję z bólem głowy. Nie mam apetytu i ochoty na cokolwiek. Jest późno, już po 8 rano. Sala opustoszała, część ludzi poszła atakować szczyt, część siedzi na dole w kuchni. Strasznie wieje, jest zimno choć ciągle słonecznie. Wierzchołek Damavandu jak co rano całkowicie spowity jest w chmurach. Nie mogę zmęczyć śniadania, wmuszam w siebie trochę ryżu z mięsem i decyduję, że zrobię sobie wycieczkę do zamarzniętego wodospadu położonego na wysokości 5100m.n.p.m. Teoretycznie są to 3 godziny marszu w górę. Wyruszam o 9 rano, mam bezpieczny zapas czasu.

Zamarznięty wodospad u szczytu góry Damavand
Zamarznięty wodospad na wysokości 5100 m.n.p.m.

Droga do wodospadu w górę prowadzi w większości po skałach. Jak tylko zbaczam ze szlaku to wpadam w grząski muł, poruszanie się w takim terenie jest wyczerpujące. W oddali widoczny jest fałszywy wierzchołek Damavandu na wysokości 5400 m.n.p.m. Oznakowanie szlaku oceniam jako dobre, im wyżej tym lepsze. W większości są to paliki z flagami.

Drogę bardzo utrudnia silny wiatr, w miarę wzrostu wysokości wiatr jest coraz zimniejszy i bardziej porywisty. Spotkani wczoraj Polacy mieli rację, pogoda ewidentnie się pogarsza. Do wodospadu docieram po 1,5 godziny, czas mam zadziwiająco dobry. Jestem zaskoczony biorąc pod uwagę formę, w jakiej rano wstałem z łóżka. Idzie mi się nieźle, stabilnie, czuję się o niebo lepiej w porównaniu z poprzednim wieczorem. Organizm w warunkach zmniejszonej zawartości tlenu w powietrzu produkuje erytrocyty odpowiedzialne za przenoszenie tlenu w organizmie. W warunkach obniżonej zawartości tlenu w powietrzu najlepszą strategią aklimatyzacyjną jest sen. Organizm ma wówczas czas na podniesienie poziomu czerwonych krwinek. Ja wyspałem się dobrze i teraz czuję tego pozytywne efekty. Decyduję się iść wyżej i oceniać siły na bieżąco.

Oznakowanie szlaku na Damavand
Oznakowanie szlaku na Damavand poprawia się wraz ze wzrostem wysokości.

W oddali dostrzegam pierwszych ludzi, odpoczywają w okolicach fałszywego wierzchołka na wysokości m.n.p.m. Droga jest dalej kamienista, pojawiają się pierwsze pola siarkowe. Gdy przestaje wiać, czuje się zapach siarki. Od poziomu wodospadu posuwam się w górę coraz wolniej, każdy krok jest dużym wysiłkiem. Znów czuję brak tlenu i spadek sił. Musze robić sobie dużo częstsze niż zazwyczaj przerwy. Idę sam, więc dodatkowym wyzwaniem jest mobilizacja. Dwa lub trzy razy mam chwilę zwątpienia i chcę zawrócić. Jest mi zimno, wiatr mnie przeszywa, brakuje oddechu, dodatkowo niesiona przeze mnie woda w butelce zamarzła i zrobił się z niej sorbet – nie tego oczekuje zmarznięty wędrowiec 😉

Zmieniam strategię – zamiast koncentrować się na wciąż odległym fałszywym wierzchołku wyznaczam sobie bliższe, położone co 50 metrów cele i przy każdym robię przystanek. Zazwyczaj są to większe głazy dające też chwilę wytchnienia od wiatru. Jak się domyślacie, tempo mojego marszu znacznie spada. Odpoczywając za kamieniem dochodzę do siebie bardzo szybko, przeklinam się za słabą wolę i dziarsko wyruszam dalej, by po 4-5 krokach znów mieć myśli zwątpienia. I tak kolejne 300 metrów w górę…

Pola siarki w drodze na Damavand
Wulkan Damavand jest wulkanem drzemiącym – fumarole i pola siarki są normalnym widokiem w okolicach szczytu.

Na fałszywym wierzchołku doganiam trzech Irańczyków, nie posunęli się przez ostatnią godzinę prawie w ogóle do góry. Wyraźnie się o coś kłócą, dwóch stojących niżej przywołuje tego będącego wyżej. Pytam gestami czy wszystko w porządku i przekazują mi, że ze względu na zimno i ciągle pogarszającą się pogodę (przed chwilą wszedłem w chmury) oni wracają do schroniska. Oceniam to jako rozsądną decyzję i podchodzę do trzeciego Irańczyka spytać go o samopoczucie. Odpowiada przekrzykując wiatr, że ma 58 lat, idzie od 5 rano i jest zdeterminowany żeby wejść na szczyt. Sam nie da rady, ale jeśli z nim pójdę i sprowadzę na dół, to on jest gotowy podjąć wyzwanie. Takie podejście działa także na mnie mobilizująco. Decydujemy iść dalej razem.

Poruszamy się we mgle, porywisty wiatr 2 razy zwala mnie z nóg. Co chwilę widoczne są pola siarki i fumarole, wiatr zmienia kierunek i naglę dostaję oparami siarki w twarz. Wrażenie gryzącego dymu i braku tlenu, którego na tej wysokości i tak nie jest zbyt wiele. Zaczynam kaszleć, na szczęście wiatr znów się odwraca i mogę złapać tlen. Sytuacja powtarza się później jeszcze raz. Kiedy wiatru jest słaby, możliwe jest rozsądne omijanie tych siarkowych wyziewów. We mgle i przy szalejącym, zmiennym wietrze jest to niemal niemożliwe.
Wierzchołek z wysokości fałszywego czubka wygląda niesamowicie, bajkowo – jest to kopa niczym bieszczadzka połonina wczesną wiosną, pokryta zielenią, ze skalistym czubkiem spowitym w chmurach. Oczywiście jest to złudne wrażenie, ta zieleń to nie trawa a siarkowy trujący nalot, droga prowadzi przez grząski żwir a na szczycie jest zimno i ponuro. Na szczyt docieramy w samo południe.

Odszkodowanie za opozniony lot.
Polecam tą firmę w walce o odszkodowanie. Mi realnie pomogli odzyskać pieniądze...

Czubek spowity jest całkowicie we mgle, tutaj nie przejaśnia się nawet na moment. Niżej silny wiatr przeganiał co jakiś czas chmury. Ułatwiało to nawigację i pozwalało się nacieszyć widokiem. Na szczycie znajdują się charakterystyczne zmumifikowane ciała zwierząt i tabliczka z oznaczeniem. Szybkie zdjęcie (palce natychmiast odmarzają od wiatru, podobnie odsłonięta twarz), przybijam piątkę z zachwyconym Irańczykiem i decydujemy się na odwrót.

Radość na szczycie Damavand
Na szczycie Damavand

Żałuję, że widok ze szczytu zasłaniają chmury, ale i tak przepełnia mnie radość. Nie planowałem dziś ataku na szczyt, szczęśliwie siły mi dopisały. Teraz musimy skupić się na bezpiecznym zejściu do schroniska. Ostatnie 300 metrów to tzw. niebezpieczna strefa na Damavandzie. Jako że przypomina połoninę, brak jest charakterystycznych punktów odniesienia, a we mgle łatwo zgubić z oczu paliki i szlak. Na szczęście silny wiatr w końcu staje się naszym sprzymierzeńcem – przegania chmury a my możemy cieszyć się pięknymi widokami podczas drogi powrotnej.

Fumarole w drodze na Damavand
Mijamy kolejne fumarole. Zaczyna się przejaśniać.

Z wysokości fałszywego wierzchołka podziwiam całą trasę, którą przebyłem wchodząc na Damavand. Najpierw chata Bargah Sevom i grzbiet skalny prowadzący do niej w dół, poniżej, znów grzbietem, droga do meczetu Goosfand Sar. Poniżej meczetu widzę szutrowe kręte drogi prowadzące niżej do drogi asfaltowej Polur – Reyneh. Na ostatnim planie widoczna jest głęboka dolina, którą prowadzi główna droga Teheran – Morze Kaspijskie, to przy tej drodze znajduje się miasteczko Polur.

Panorama Damavand, w dole Polur, Goosfand Sar i Bargah Sevom.
Panorama ze fałszywego szczytu Damavand.

Po drodze mijamy kompanów Irańczyka. Idą bardzo wolnym tempem. Zostawiam mojego towarzysza z nimi a sam kontynuuję schodzenie w szybszym tempie. W chacie Camp3 jestem po niecałych 2 godzinach, koło 14:00. Decyduję jeszcze tego samego dnia zejść do Polur. Nie mam ochoty kolejnej nocy trząść się z zimna na takiej wysokości. Szybko pakuję plecak, i jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie:

Bargah Sevom, taras widokowy
Na tarasie Bargah Sevom, schroniska nr 3 na Damavand.

Schodzę niżej skacząc po kamieniach, obok mnie plecak jedzie na mule. Znajomy tragarz Mousad dowiedział się, że zdobyłem szczyt w szybkim tempie i zaproponował wspólne zejście, chce sprawdzić czy nie koloryzowałem. Ja mam okazję poobserwować pracę muła i tragarza, muł okazuje się jeszcze zwinniejszym i silniejszym zwierzęciem niż myślałem. Momentami musimy za nim truchtać, aby dotrzymać tempa.

W okolicy meczetu zatrzymuję się tylko przelotem na tradycyjną herbatkę u Hosseina, chcę jeszcze przed zmrokiem dotrzeć do schroniska w Polur. Wciąż idę z Mousadem, przy rozmowie czas mija szybko. Opowiada o wycieczce w góry w Arabii Saudyjskiej, nie miałem pojęcia że są tam jakiekolwiek góry! Dalszych 45 minut i jestem na znanym mi doskonale skrzyżowaniu przy szosie do Polur. Znów udało się ominąć pasterskie psy. Nie wiem czy to moje szczęście czy po prostu umiejętności przewodnika?

Na taksówkę też nie muszę długo czekać, zatrzymuje się już 3 samochód, który próbuję złapać. Do Polur docieram po zmroku, po godzinie 18:00. To był długi i bardzo męczący dzień! Marzę o prysznicu, wrócił mi apetyt… zaspokoiwszy podstawowe potrzeby pakuję się do łóżka i zasypiam niemal natychmiast długim, spokojnym snem.

Dodatkowe informacje praktyczne:

1PLN = +/- 10000 rial = 1000 toman

Camp1 Polur, wysokość 2270mnpm
Camp2 ‘meczet’, wysokość 3040mnpm
Camp3 Bargah Sevom 4250mnpm

Temperatura w Teheranie 28st, temperatura w Polur 25st, temperatura Bargah Sevom 13st w dzień.

Orientacyjne czasy przejścia w godzinach, weźcie pod uwagę, że mniej wytrenowanym turystom poszczególne odcinki zajmowały średnio 2 razy więcej czasu.

Skrzyżowanie->Camp2 1:15
Camp2 ->Camp3 2:30
Camp3 ->wodospad 5100mnmp 1:30
Camp3 –> szczyt 3:00
Szczyt –> Camp3 2:00
Camp3 –> Camp2 2:00
Camp2 –> skrzyżowanie 0:45

Stan na październik 2014.

Więcej informacji na stronie poświęconej w całości wulkanowi.

A przed wyjazdem sprawdź, czy na pewno zabierzesz ze sobą:

  • wiatrówkę (ja używam TAKĄ i sobie cenię)
  • buty o solidnej podeszwie, najlepiej za kostkę (ja używam butów La Sportiva – są rewelacyjne, zobacz TUTAJ)
  • czapkę, najlepiej nieprzewiewną (koniecznie sprawdźcie ofertę polskiej firmy KWARK)
  • krem z filtrem (proponuję bloker SPF30, taki jak TUTAJ)
  • rękawiczki (znów polecam firmę KWARK, TUTAJ)
  • wodę i jedzenie
  • mapę i telefon



Pomogłem? Zainteresowałem? Doceniasz to, co robię? Podziękuj mi osobiście dołączając do grona fanów na Facebooku - dla Ciebie to jedno kliknięcie, u mnie tyle radości :)

blog podróżniczy okiem miszy

A jeśli jesteś dopiero pierwszy raz na blogu, to najlepiej zacznij od TEJ STRONY

Tags from the story
, , ,

18
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
11 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
MiszaAdrianJustynaKamilKuba Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adrian
Gość

Świetna wyprawa. Zazdroszczę przeżyć ☺

Kamil
Gość
Kamil

Cześć wybieram się z ekipą pod koniec czerwca i zastanawiamy się czy brać buty wysokogorskie czy zwykle treningowe wystarczą i jak to wygląda z rakami

Justyna
Gość
Justyna

Cześć, ja próbowałam zdobyć Damavand tydzień temu, i powyżej Camp 3 krajobraz jest iście zimowy. Miałam z sobą raki, bardzo przydały się przy schodzeniu bo śnieg był baaaardzo mocno zmrożony momentami. Czekan nie jest wymagany ale kijki się przydadza. Co do butów to najlepiej takie które usztywniają kostkę bo kamieni na szlaku nie brakuje i łatwo jest sie powykrecać.

Kuba
Gość
Kuba

Siema Bardzo fajna relacja. Za tydzień mam lot do Iranu przez co kilka pytań na temat Damavandu poniżej: 1. Jest on osiągalny dla osoby mało doświadczonej? Za sobą z wysokich szczytów mam tylko Fuji (3776m), poza tym wszystko poniżej 3000m. Czy zdrowym rozsądkiem jest się pchać na taką wysokość bez wcześniejszego przygotowania? 2. W jaki sposób mogę się przygotować do… Czytaj więcej »

Michał
Gość
Michał

Czołem. Zostaałem namówiony na wyprawę na Damavang na przełomie Września i Pażdziernika 2016. Stąd moja wizyta na Twoim blogu. Chciałbym dopytać o śpiwór jaki powinienem zabrać ze sobą. Mam TROMS’a z FJ temperatura T max: 16 °C; temperatura T comf: 1°C; temperatura T lim: -5 °C. Zdażyło mi się spać w nim zimą pod namiotem przy minus 17 stC na… Czytaj więcej »

Irena
Gość
Irena

Cześć! Wybieramy się do Iranu, na Damavand. Przeczytałam Twoją relację, jest świetna, bardzo przydatna. Mam jeszcze kilka pytań: 1. Kijki – brać czy nIe? 2. Wysokie buty? czy da się wejść w niskich i stuptutach? nie chce mi się targać wysokich, czy rzeczywiście nogi zapadają się w pyle, żwirze? 3. Kurtka zimowa? brać? czy wystarczy softshell i polar? To będzie… Czytaj więcej »

Adam
Gość
Adam

Dzieki za cenne informacje! Znacznie dokladniejsze, niz jakie bylem w stanie znalezc gdziekolwiek indziej 🙂

Bro
Gość
Bro

Pełni podziwu:))))